Blog > Komentarze do wpisu
Teamgeist / Leave nothing

Tydzień do meczu, więc trening to ważna sprawa. Wczoraj (w sobotę znaczy) naprawdę było ciekawie... 5 godzin czystego treningu, w sumie lżejszego niż zwykle, bo bez wszystkich siłowo/kondycyjno/technicznych aspektów, tylko rozgrzewka a później zagrywki, gierka wewnętrzna... Grało się dobrze, niestety już o 14 nam się zaczęło sypać, bo część osób musiała jechać.

Na koniec jednak szefostwo zdecydowało że będziemy znowu biegać sprinty. Zadowoleni to nie byliśmy, bo nie lubimy tego bardzo. Ale pobiegliśmy.

Pierwszy - ok, ale w drugim już ciężko było, a ja to już ogólnie ledwo dobiegłem. E.Tee. powiedział, że nie musze biec, ale tylko mnie zirytował, bo równych i równiejszych nie ma. Dobiegliśmy (ja raczej doczłapałem) już naprawdę na resztkach sił. Potem E.Tee. ogłosił, że biegniemy jeszcze jeden - ale nie wszyscy, ci co się spóźnili, ci co coś tam spieprzyli czy coś tam. Skląłem go pod nosem, bo było wiadomo że pobiegniemy wszyscy. Jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało, we're the team. Pobiegliśmy. Przepona już mnie bolała od pompowania, ale to koniec był. Zebraliśmy się, omówiliśmy sprawy organizacyjne, poszliśmy się przebrać...

Ale Kołcz (nie mylić z "coach") jeszcze zwołał nas na chwilę: "Kto czuje, że nie dał z siebie w tych sprintach wszystkiego? Że mógł jeszcze coś z siebie wydusić? Dobra, zapraszam na linię!". Dużo osób poszło. Wahałem się, ale zdążyłem w końcu złapać oddech, więc pobiegłem też. Dałem radę raz tylko, chłopaki w większości pobiegli jeszcze dwukrotnie.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie pewna reklama, którą obejrzałem godzinę czy dwie temu w przerwie meczu Chargers - Bears. Sama w sobie jest znakomita, nakręcona przez Michaela Manna, do absolutnie wybitnej muzyki, wstrząsająco dobra, zwłaszcza w zestawieniu z tym treningiem...

Leave nothing.


poniedziałek, 10 września 2007, ijonus

Polecane wpisy

  • Składanka

    1. Zmowa, ewidentnie. Byłem w kilku aptekach w ciągu ostatniego roku, wszędzie pytałem o jedno: o zaczepy do bandaży elastycznych. No te takie dwie blaszki z ha

  • "Z opuszczoną głową, powoli..."

    Dalej było "...idzie żołnierz z niemieckiej niewoli". To akurat już nie pasuje. Ale ta opuszczona głowa, smętna albo wkurzona mina - tak głównie wygl

  • Final battle

    Z rana wyjazd na finał. Cóż... Taką daleką drogę przeszliśmy, trzeba postawić ten ostatni, najważniejszy krok, nieprawdaż? Napisałem półtora tygodnia temu że wi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/09/10 21:00:08
jak w życiu, panie kolego!
leave nothing, ładne.